Kasztanowce wypuściły pierwsze pączki. Jest jakby jaśniej. Weselej.
Scena 1:
W Drugim Najważniejszym Gabinecie wolny elektron, energiczny, cały oddany sprawie, dialożki sypie z rękawa, złośliwostki, komentarze. Człowiek - żywe srebro, specjalista od kultury organizacji, zwierzchnik Pracowników Administracji:
- Lepiej zapłacić firmie zewnętrznej, bo ma mniejsze koszty niż nasza firma. Jestem ich przełożonym, ale się ich boje, nie tykam śmierdzących jajek. Muszę Panie zagadać na śmierć swoimi złośliwostkami, aby się Panie nie zorientowały, że ta firma właściwie to NIE DZIAŁA, że my tutaj gadamy o innowacji, ale tak naprawdę to co to właściwie jest?
Scena 2:
W pokoju pracownik administracji - kupka potarganego nieszczęścia, które mimo wszystko litości nie wzbudza.
- Dzień dobry, czy możemy odebrać podpisany Bardzo Ważny Papier, po których przychodzimy tutaj od tygodnia?
- Nie... nie mam go jeszcze. Jest u Pani Skarbonki
- To my pójdziemy do Pani Skarbonki i go weźmiemy.
- Nie... nie można
- A wiadomo jak długo to potrwa?
- Nie... nie wiadomo
- ...
- To ja pójdę zobaczyć, to Panie usiądą.
Pracownik Administracji wychodzi. Bardzo, bardzo powoli (by nie zakłócić pozytywnych fal energetycznej wiosny? by przemknąć pomiędzy nimi?)
(mija czas, dłuższy czas, pora roku zdążyłaby przyjść kolejna)
Pracownik Administracji wraca, dzierżąc pod pachą grubą teczkę pełną podpisanych, gotowych dokumentów.
- Proszę, tutaj gotowe pismo.
Epilog
Popołudnie, delikatny wiatr, cieplejsze jakby powietrze. Listki na kasztanowcach jakby większe. Światło nadal jakby jaśniejsze.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz