środa, 11 września 2013

hop

Nie mów hop... i nie zarzekaj się, że grantu w TYM MIEJSCU żadnego nie złożysz. Jest kasa, jest możliwość i pomysł (wspaniały!) to trzeba brać. I trzeba przeżyć z... No właśnie z czym? Co jest gorsze? Język zawiły dokumentu, czy konieczność uzyskania informacji od osób, które jakby nie bardzo chyba lubią to robić (wyjaśniać w sensie).

1,5 godziny czekania na audiencję pod wielkimi drzwiami w oprawie marmurowej (pseudo) ościeżnicy poskutkowało jedynie wzbudzeniem nadziei, że może jednak mejla napiszemy? i ktoś go przeczyta? i odpowie? i jeszcze odpowiedź będzie w języku ludzkim i zrozumiałym? trzymamy kciuki (same za siebie)

a gratis taka obserwacja (z refleksją):
- płochliwym krokiem podchodzi petent do TYCH DRZWI
- puka nieśmiało, rękę drżącą na klamce kładąc
- daje się połknąć czeluści biurokratycznej przestrzeni
- wchodzi
- ...
- wychodzi, drżąc cały, głupio uśmiechnięty, niby szczęśliwy, niby rozumiejący, w ręce mnąc karteczkę z notatkami wykonanymi w pośpiechu, których rozumieć nie będzie dotarłszy do domu

szczególny rodzaj ukorzenia i pełzania, wielbienia Zimnej Pani, która WIE i procedury ZNA

piszcie granty!






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz