Dnia 1 lipca roku pamiętnego na konto moje wpłynęła pensja po podwyżce (słynnej, dla naukowców, wynegocjowanej, co to z wdzięczności jakąś pielgrzymkę by trzeba zmontować). Wraz z pensję - spłata (bo pracodawca walczył jak lew). Spłata oczywiście bez odsetek (ależ nie szalejmy!).
Tak wyczekaną chwilę trzeba uczcić, a najlepszym tego sposobem jest kupienie czegoś. Tak, by będąc na emeryturze (która zapewne wyniesie 00,01 zł), patrząc kaprawym okiem (zniszczonym na korektach tekstowych) na dorobek życia, spojrzę na przedmiot ów i sobie powiem: "To od Pani Minister". I to kaprawe oko zaszkli mi się - tylko czy będzie to wzruszenie?
Kaprawe oko spojrzy na piękny wazon z mlecznego szkła oraz na dwa kwietne talerze. Bo jak powiedziała koleżanka J.: "Tylko nie kupuj sobie książki. To ma być coś nie-naukowego".
No to jest:

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz